Powiedz mi w co grasz...


Rozmowa przy kawie z Grzegorzem Onichimowskim, szefem firmy sprzedającej w Polsce oryginalne gry komputerowe.

 

Grzegorz Onichimowski - Przed ponad trzema laty nieraz siadywaliśmy razem przed ekranem, pisząc naszą książkę o grach. Upłynęło wiele czasu. Co według Ciebie zmieniło się w dziedzinie gier?

- Wszystko! Różnica jest taka, jak między filmem niemym sprzed wojny a np. telewizją kablową wysokiej rozdzielczości. A w szczegółach - zmieniła się zarówno fabuła, jak i otoczenie. Gry arcadowe zeszły na margines uwagi i występują przede wszystkim na konsolach [SEGA, Nintendo), zaś na komputery poważniejsze, jak PC, pojawiają się chyba mimochodem, W kwestii otoczenia - generalnie zmianie uległ sposób przekazu, tzn. grafika, muzyka i efekty dźwiękowe, które są jednością - przekazem audiowizualnym płynącym z ekranu. Warunki sprzętowe są też nieco inne - standardem komputera domowego zaczyna być PC w konfiguracji 386/DX z SVGA, sporym twardym dyskiem i kartą muzyczną. U nas taki sprzęt też zaczyna coraz częściej trafiać do graczy.

- Jakie problemy nurtowały graczy minionego okresu, a jakie dominują teraz?

- Dawniej mieliśmy dwa podstawowe problemy - biegłość manualną w ruszaniu joystickiem oraz rozpracowanie fabuły gry, intrygi, która nie była nam znana z racji posiadania gry jako zapisu na taśmie czy dyskietce. Teraz jest podobnie - opanowanie joysticka jest potrzebne, ale już nie w tak wielkim stopniu. Fabułę możemy poznać z instrukcji, ale jeszcze nie każdą grę można kupić. Natomiast dominującym problemem jest rozwiązanie zadania postawionego przez projektanta gry, pójście ścieżką jego pomysłu. Sprawa jest niebanalna, gdyż np. w symulatorze lotu nie wystarczy już umiejętność wystartowania i wylądowania, tudzież posługiwania się przyrządami pokładowymi. Dobry symulator, np. F-117- informuje o rodzajach radarów i ich rozmieszczeniu, a my musimy wybrać sposób ich unikania, wybrać taktykę nalotu na cel. Znów w grze A.T.A.C. lub Harrier Assault symulator staje się poważną grą strategiczną.

- Wnioskuję, że nie warto już przeglądać gier, że bez wejścia w temat, zaangażowania paru godzin nie pozna się smaku gry.

- Na pewno. Ale tego „przeglądania" nie można skreślać. Wersje demo na Zachodzie i pirackie kopie w Polsce służą właśnie temu, by grę „obejrzeć”. Potrzebne jest to, by zastanowić się, czy warto wydać spore nieraz pieniądze na zakup tego czy innego tytułu. Ale posiadanie kopii pirackiej nie pozwoli na nic więcej, niż tylko pasywne obejrzenie gry.

- Kto kupuje gry i jaka jest struktura wiekowa tej grupy osób?

- Na początku mojej działalności na rynku oprogramowania, gry kupowały przede wszystkim osoby, które w rodzinie miały osobę zajmującą się zawodowo komputerami - informatyka, statystyka. Były już po prostu zaznajomione z etyką, przyzwyczajone do takiego podejścia do programów. Dlatego nasze nakłady gier na PC były znacznie większe niż na Amigę. Teraz sytuacja właściwie się wyrównała i już nie jestem w stanie powiedzieć, kto dokładnie jest odbiorcą legalnych kopii gier. Na pewno sięgają po nie osoby, które szukają w grze czegoś więcej, a najczęściej są to ci, którzy zetknęli się już w życiu z legalną grą i to ich wciągnęło. Tworzy się pewnego rodzaju ekskluzywny klub gracza profesjonalnego.

- A jaki jest Twój stosunek do piractwa, rozumianego jako kopiowanie gier od kolegów lub na giełdzie?

- Jak w każdej sprawie dotyczącej własności intelektualnej, jest pewna granica przyzwoitości. Może nie powinienem tego mówić, ale nie mogę do końca piętnować kogoś, kto przegrał grę od kolegi, by sobie ją obejrzeć czy pograć. Ale nie do zaakceptowania jest ciągnięcie korzyści z powielania cudzej własności - z paserstwa. Do klasycznego pirata mam stosunek zdecydowanie negatywny.

- Jaki więc był cel waszych nalotów na warszawską giełdę w zeszłym roku?

- Mieliśmy dwa pośrednie cele - przede wszystkim pokazać, że nie jesteśmy bezbronni. Nie jest prawdą, że w obliczu braku ochrony prawnej oprogramowania sprzedawca nie może nic zrobić z piratami. Giełda została poinformowana, gdzie może przebiegać linia demarkacyjna, a jest ona tam, gdzie kończą się nasze legalne uprawnienia jako dystrybutora. W stosunku do tych stu kilkudziesięciu produktów, do których mamy prawa, bronimy interesów ich producentów i naszych, Za to do kilkunastu tysięcy innych produktów nie mamy po prostu żadnych praw.

- Jak oceniasz polski rynek gier - ile komputerów jest w domach i jaki procent używany jest w celach rozrywkowych?

Nie wiem, ile Jest komputerów. Rynek jest dziwny i często wiele osób chce kupić gry, które przestaliśmy sprzedawać rok temu albo dawniej. Minimalna sprzedaż danego tytułu to 500-700 sztuk. Natomiast przy większości tytułów osiągamy sprzedaż 2000 sztuk. Nie wierzymy do końca w wiele większe możliwości rynku, ale będziemy na pewno robić wznowienia gier poszukiwanych, jak np. Centurion czy Castles.

- W jaki sposób udało wam się stosunkowo niski pułap cenowy na gry, znacznie niższy niż możnaby przypuszczać, patrząc na cenniki w zachodnich pismach?

- Po części jest to tajemnica zawodowa i ujawnienie jej przysporzyłoby nam konkurentów. Za nami stoi korzystne opodatkowanie, tzn. brak podatku obrotowego na produkty komputerowe wytworzone w Polsce. A najważniejsza jest przychylność partnerów, którzy popierają działalność taką, jak nasza. Niestety, sytuacja podatkowa zmienia się w lipcu na niekorzyść, gdyż podatek od wartości dodanej spowoduje wzrost cen o kilkanaście procent. Jest to operacja, której się obawiam. Niestety, podatki znów wchodzą wcześniej niż prawa autorskie, jak to w Polsce często bywa.

- Jak mają zamiar zareagować producenci gier i ich przedstawiciele na ewentualne wprowadzenie ustawy o ochronie oprogramowania, co przecież w końcu nas czeka?

- Jeśli wejdzie ustawa liberalna, to raczej nic się nie stanie i nie zmieni. Może wytoczonych zostanie kilka procesów. Sklepy zapewne przestaną oficjalnie sprzedawać pirackie kopie. Ale, gdy wejdzie ustawa rygorystyczna, zakładająca jako kary poważne grzywny pieniężne wraz z więzieniem, to na pewno zostanie wytoczonych kilka spektakularnych procesów. Poza tym poza samymi producentami stać będą rządowe służby egzekwowania prawa. My w żadnym z tych przypadków nie przewidujemy zmiany cen – o tym mogę zapewnić.

- A co na plus?

- Zapewne pojawi się spora konkurencja oraz mogą zacząć sprzedawać się konsole. Jednak kupując komputer do domu myśli się o zastosowaniach poważniejszych niż gry i teraz niewiele rodzin może pozwolić sobie na dodatkową zabawkę.

- Zmieńmy trochę temat i nastrój – jesteś graczem trochę z obowiązku, więc powiedz mi, czego oczekujesz od gry?

- Najpierw powiem, jakie gry wchodzą w zakres moich zainteresowań „rozrywkowych”. Gram przede wszystkim w gry strategiczne i niektóre symulatory. Nie gram w przygodówki, choć lubię je oglądać i cenię dobrą muzykę. Od dobrej gry strategicznej oczekuję, by była trudna - ma stawiać intelektualne wyzwanie, być realistyczna i kompleksowa. Koniecznie musi mieć opcję zapisu stanu na dysk - bez tego ani rusz, bo nie mogę naraz poświęcić grze wiele czasu. Natomiast symulator musi być wciągający i emocjonujący, ale nie przesadnie realistyczny. Nie lubię takich ekstrawagancji jak np. wyważanie samolotu przed lotem - wstępne przyjemności, jak za długa gra miłosna, może popsuć całą przyjemność właściwej gry. A inne.. logiczne nawet mnie wciągają, ale są zbył łatwym łupem dla piratów i w ofercie ich nie mamy.

- Ile czasu poświęcasz tygodniowo na granie?

- Niestety, niewiele. Zwykle 4-6 godzin, ale bywa, że nie gram w ogóle. Są takie przypadki, że gra potrafi wciągnąć na tyle skutecznie, że nie można od niej odejść. Jak z książką Clancy'ego, którą czyta się w windzie i prowadząc samochód, na czerwonych światłach. W firmie mieliśmy takie przypadki zbiorowej psychozy.

- Na koniec powiedz mi, czym kierujesz się dobierając gry do oferty?

- Przede wszystkim musi być ona wysoko notowana wśród poważnych recenzentów i wśród użytkowników, ponieważ z reguły zaczynam sprzedaż, gdy gra jest mniej czy więcej znana. Poza tym przydatność wersji legalnej, czyli, inaczej mówiąc, niebanalność pomysłu i nietrywialność postawionego zadania. To, co jest w pudełku oprócz dyskietek, musi skłonić do sięgnięcia po grę. Dlatego też mamy głównie symulatory, strategie i gry przygodowe. Kwestie finansowe odgrywają też rolę niebanalną, gdyż musimy sprzedawać je po cenie dostępnej. Czasem udaje się kupić grę tanio, ale cała otoczka bywa zbyt droga. Mogę uchylić rąbka tajemnicy - zdecydowaliśmy się wydać Aces of Pacific, której cena była przystępna, ale wyprodukowanie instrukcji kosztuje 150 tys. zł za sztukę!

- Hit sezonu?

- Hitem ostatnich tygodni są gry MicroProse, z najwyższego przedziału cenowego – Civilization i F-117. W tej chwili wchodzi King's Ouest VI i na pewno będzie przebojem. A na jesieni… wchodzimy z pierwszą multimedialną grą dla dzieci po polsku! Putt-Putt Joins the Parade to wspaniała przygoda z komputerem, który mówi i śpiewa, z myszką i książeczką do kolorowania i kombinowania.

Rozmawiał Marcin Przasnyski

Artykuł z pisma: Secret Service 01, 04/1993

Powrót na stronę główną Spis ciekawych artykułów Powrót na górę strony